taki kopiec będzie wzbudzał ciekawość ludzi.
Wstawił bym tą czatownię w te trawy, albo tam, gdzie widać na zdjęciu wiaderko, bo
Ostapowicz może mieć sporo racji.
Moja dzisiejsza wyprawa była bardzo pouczająca. Ok. 7:20 byłem na miejscu. Zdążyłem obniżyć max dziurę pod obiektyw i po 20 min usłyszałem kruka i myszołowy (dwa jak sądzę). Wyraźnie słyszałem łopot skrzydeł nad czatownią, krążyły, krążyły i po chwili rozległa się cisza... Siedziałem, dumałem, co mogło im nie podpasować? Przesiedziałem tak z 1,5 godz. i znowu usłyszałem pełne nadziei popiskiwania myszaka. Ale nadal nic nie lądowało. Może za blisko badyl? Może mnie widziały jak wchodzę do czatowni... I tak dotrwałem do 10:00, myśląc jak to na forum napisać, że z łowów tym razem nici? Więc jeszcze szybko piszę SMS do domku, że wracam... Mam już wychodzić... Pojawił się myszak, gdzieś w oddali słychać niecierpliwego kruka. Buteo Buteo na badylu i bacznie się rozgląda przez kilka minut. Wzorem Jarosława Dębskiego kręcę komórką krótki filmik przez wizjer aparatu. W końcu siada do śniadania. Pstrykam klika fotek, co którąś z wstępnym podnoszeniem lustra, ale pozy modela wychodzą aż nadto przypadkowe. Nasycony siada na badylu. Przekierowywuję aparat, ale nie zdążyłem, odleciał. Albo go spłoszyłem, albo hałas w oddali przypominający wystrzały z broni. Siada na odległym drzewie (fot. 22), czekam jeszcze pół godziny, ale już nie przylatuje. W drodze powrotnej widzę obiecujące ślady na drodze(fot. 23), bardzo duże. Daniele, albo jeleń, ale jelenia jeszcze nie spotkałem, ani tutaj, ani w ogóle.
20.
21.
22.

23.