Kopia z BEZKRAWYCH ŁOWÓW:
Mi udało się namówić żonkę, żeby dzisiaj rano pozwoliła mi na mały wypad. Wszystko przygotowane (nie dostałem porcji rosołowych, więc w ramach wigilii dostały lepsze jedzonko

). Wstałem i o 6:30 byłem już w drodze. Niestety czatownia troszeczkę się rozpadła, przednia ściana wpadła do środka, ale 20 min reperacji i stało jak dawniej. Więc wyrzucam mięsko, zaczynam wieszać siatkę i koc (bo taką mam tylną ścianę) i słyszę kruka. No ale nic, koc trzeba powiesić do końca... Wieszam i w między czasie spoglądam przez wizjer, a tu bestia zżera mi przynętę. Myślałem, że to ten kruk, a tu już dawno myszak na śniadanku. Plan był taki, żeby zrobić mu ładne zdjęcie na patyku, ale jak już siedzi przy stole strzelam 20 zdjęć i nagle bez zająknięcia odlatuje... W jego miejsce zdaje się lądować drugi, większy, w towarzystwie kruków i srok. Ale ten porywa całą porcję ( i tu rada dla czatujących - wykładajcie 'kilka' kawałków, bo mi ww ten sposób odleciała cała przynęta). Porywający się do lotu "większy myszołów" żegna mnie białym ogonem by wylądować bardzo daleko od budy. Już wiem, że miałem okazję spotkać bielika. Klikam sporo fotek na najdłuższym końcu (ekw. 600mm), ale za nic nie mogę uzyskać ostrości. Dopiero po chwili spostrzegam, że mam przed obiektywem gałązki. Ale jest już za późno. Słyszę jeszcze przez chwilę myszołowa płaczącego za straconym posiłkiem... Fotki niestety tylko dokumentacyjne. CDN...