Ja jeszcze tylko od siebie dodam, że 74 nie ma prawa zginąć w otchłani BŁ

Przez ostatnie kilka dni pościłem, bo dewizowcy się zjechali na ruję i nie było sensu pchać się pod lufę. Wczoraj rano już wyjechali... więc wieczór mój!

Po 18 wyjechałem z domu.
Po 10 minutach jestem na miejscu. Parkuję samochód. Zapinam na statyw tele z konwerterem, który bardzo chciałem wypróbować w boju (jak sie później okazało, nie przydał mi się ani razu, a wręcz przeciwnie - okazał się w zupełności zbędny

). Zamykam samochód, plecak z przytroczoną siatką na plecy, lornetka na szyje, statyw na ramię i ruszam

Wchodząc na łąkę o 18:30 od razu zauważyłem pasącą się pod lasem sarnę. Dobrze, że zabrałem lornetkę, ponieważ nieuzbrojonym okiem nie mógł bym zobaczyć, że to jest koza

Nie chciałem jej podchodzić, bo spieszyłem się na zasiadkę w inną część łąki, ale jak na złość pasła się na mojej drodze. Zgarbiłem się i brnę do niej w wysokich trawach. Akurat na poligonie lotniczym trwały manewry wojskowe i przelatujące samoloty zagłuszały, szelest traw. W końcu sarna zaciekawiła się kto do niej podchodzi i teraz to ona próbowała mnie podejść pod wiatr. Udało jej się to. Zwietrzyła mnie i uciekła w las. Kilka zdjęć jest ale przez trawy do tego z nietrafioną ostrością, więc od razu usunąłem w puszce. Wyprostowałem się i nagle przede mną przeleciała jak błyskawica koza, najprawdopodobniej ta którą podchodziłem, bo wbiegła w to samo miejsce skąd wyszła na żer. Sądzę, że miała w świerkach koźlaka, bo już kiedyś widywałem w tym miejscu koze z młodym. No nic. Nie zrażam się niepowodzeniem, bo czuję, że może być dzisiaj ciekawie (jak się później okazało nie pomyliłem się

).
Po przejściu kilkudziesięciu metrów, znowu moim oczom ujrzała się pasąca w trawach koza. No więc ponowny mimowolny podchód

Po drodze zostawiłem, zbędny balast, tj. plecak i statyw, a założyłem kominiarkę. Kiedy podszedłem ją na dobrą odległość i miałem robić pierwsze zdjęcia, koza ucięła se drzemkę

Idiota, ze mnie, bo z emocji, że mam w zasięgu tele pierwszą koze od kilku miesięcy, zapomniałem, że na bagnecie jest jeszcze konwerter

Straciłem orientację, i nie wiedziałem dokładnie gdzie ona leży.... podszedłem jeszcze trochę, aparat do oka i zacząłem wydawać z siebie różne dziwne dźwięki

. Koza ociężale sie podniosła, bliżej mnie niż sądziłem i.... efekt widać na poniższym zdjęciu
81. pk, 420mm, ucięte cewki...

Trochę się tymi cewkami wnerwiłem, bo nie po to kupiłem konwerter, żeby ujęcia marnować

Wróciłem po statyw i plecak. zdjąłem kominiarke (tak się pod nią gotowałem, że mozna było ją wykręcać

) W końcu, po tylu napotkanych przeszkodach doszedłem na miejsce

Usiadłem przy poletku łowieckim, przy trzcinach rosnących nad rowem melioracyjnym. Zrobiłem se parawan z siatki i czekam. Jeszcze się dobrze nie rozsiadłem, a juz słysze łomot w wiklinach. Było kilka minut po 19. Słychać było trzaski łamanych gałęzi. Nagle 20m ode mnie usłyszałem głośne fuknięcie. Myślę, sobie, pewnie wataszka dzików czeka na szarówkę, aby wyjść i niszczyć poletko łowieckie

Po jakimś czasie wszystko ucichło. Trochę się zasmuciłem.... czekam dalej... słyszę kilka pisków w lesie i nagle b.blisko mnie z trzcin wyskoczył jak błyskawica koźlak

Czyli ten pisk, wskazywał by na koze, która nawoływała swoje potomstwo. Po chwili znowu słyszę znajomy łomot. Powolutku się podniosłem i nie wierzę własnym oczom

Na wiklinę wychodzą dwa byki. Czym prędzej schowałem sie pod siatką i czekam... może teraz wyjdą. Nie wyszły

Trzaski ustały. Przed 21 spakowałem się i wszedłem na ambonę, aby zlustrować okolice. Na wiklinach pasł się rogacz z kozą. Czyżby to one robiły taki hałas, podczas swoich igraszek miłosnych? Stałem tak dalej na drabinie i nagle widzę jak młode sosny drżą i słyszę jak trzeszczą gałęzie! Momentalnie "wysypało" się z młodnika 11 byków! A ja? Sprzęt spakowany

Najciszej jak potrafiłem zdjąłem plecak, wyjąłem z niego tele, odczepiłem konwerter i postawiłem na statyw - trza mieć chociaż jakieś zdjęcia dokumentujące tak piękne spotkanie. Iso 3200, -1ev, f4 i czasy od 1/30 w dół. Wyszło takie coś: (wszystko pk 300mm)
82. jest exif

83.

84.

85.

86.

87.

88.

89.

Później już się zrobiło całkiem ciemno i co jakiś czas słyszałem tylko stukot poroża. Najgorzej było ze spakowaniem całego majdanu

Siatkę zrzuciłem z ambony statyw miałem na pasku więc zarzuciłem na ramię, plecak wziąłem w rekę. Jak najciszej zszedłem z ambony, podniosłem siatke i zgarbiony poszedłem drogą. Szedłem b.cicho i nie słyszałem, aby byki uciekły, więc chyba ich nie spłoszyłem
W domu byłem o 22

Miałem rano jechać, ale chyba z wrażeń nie mogłem usnać

ale wieczór jest mój!

Życzcie mi powodzenia

Mam nadzieję, że nie przynudzałem

pzdr