
Listopad 2010
#941
(Maciej Smolarczyk)
Napisano 30 listopada 2010 - 21:59
http://msmolarc.republika.pl
#942
(Paweł)
Napisano 30 listopada 2010 - 21:59
#944
Napisano 30 listopada 2010 - 22:07
kecaj2, no listopad jak się patrzy

Trochę zbytnio nasycone te fotki...
Pierwszy trochę lepszy od drugiego - przynajmniej jeśli chodzi o kadr.
... jest wolna chwila??? No to czas do lasu
Canon EOS 5D III, C 24-105 f/4.0 L IS USM, C 300 f/2.8L EF IS II USM, TC EF 2.0x III, C 100-400mm L IS USM, "pośredniaki" - Manfrotto 055XPROB
#945
Napisano 30 listopada 2010 - 22:39
#946
(Maciej Smolarczyk)
Napisano 30 listopada 2010 - 23:35
http://msmolarc.republika.pl
#947
(Karolina Myroniuk)
Napisano 01 grudnia 2010 - 00:02
Wolne, wolne, wolne. Weekend zbliżał się do mnie wielkimi krokami. Ubiegłą sobotę i niedzielę nie mogłam przeznaczyć na ukochane ptaki, więc tym bardziej przebierałam nogami i odliczałam dni tygodnia do soboty. Przez cały tydzień nie miałam możliwości odwiedzania nęciska z braku środków lokomocji, więc jak tylko nadarzyła się okazja w piątek, czym prędzej pognałam na moje starannie wychuchane i wypielęgnowane miejsce. Przecież jeszcze trzeba było położyć jedną warstwę kartonów i piękny czerwony dywanik, który będzie mnie, co weekend witał w budzie.
Co prawda na łąkach od mojej ostatniej wizyty wody przybyło, ale początkowo nie powiązałam tego faktu z tym, co mnie spotkało. Z zewnątrz wszystko wydawało się w porządku. Buda jak ją zostawiłam połowie miesiąca tak dalej stała i tak samo wyglądała.
611.

Z wypiekami na twarzy otwieram drzwi mojej budy i co widzę – zamiast wycyckanych salonów ledwo dostrzegam siedzisko krzesła. Z budy prawie, że wylewa się woda na zewnątrz. Co ciśnie się w takiej chwili na usta, wie tylko ten na górze. Wszystko w środku pływa siedzisko, kartony, piękna czerwona wykładzina i agrowłóknina , która miała być wykończeniem środka. Pierwsza myśl, że przekreśla to wszystkie moje zimowe plany. Zostawiam przytargane kurczaki pod budą i ze zwieszoną głową wracam do domu. Jeszcze popołudniu mam zwieszony nos na kwintę, ale już wieczorem świta mi pewna myśl. Przecież nie byłabym sobą gdybym czegoś nie zrobiła. Przecież nie mogę dać fory chłopakom na forum. Szybka akcja i wieczorem mam w domu wodery, budzik nastawiam na trzecią i szykuję wiaderko na następny dzień. Do 24 obmyślam chytry plan działania. Czas jednak wybrać się do łóżka, bo snu nie za wiele. Wślizguję się cichaczem do łóżka, 5 minut później dziecko budzi się i oznajmia, że się wyspało ; -) nie mam siły przebicia wstajemy i zaczynamy zabawy. Czyli dzisiejsza noc bez snu, miło, ale słowo się rzekło, więc do 1.30 Jakoś jeszcze daję radę. Młody ogląda bajkę a ja w tym czasie kimam na poręczy łóżka. Godzinę później drynda budzik. Wskakuję w spodnie zgarniam z przedpokoju wiaderko zabieram statyw i aparat. Nie pakuję niczego więcej, bo nie wiem czy uda się pozbyć wody z budy.
Nam miejscu jestem przed czwartą. Lekko podłamana wskakuję do środka trzeba zrobić tam porządek. Jedno wiadro, drugie, trzecie, dwudzieste, pięćdziesiąte nie ogarniam już ilości. Jest dobrze wody robi się coraz mniej. Machanie wiaderkiem zajmuje mi sporą godzinę nie mam jeszcze wprawy, więc idzie jak po grudzie. Najpierw ściągam kurtkę, potem bluzę czuję, że robi się coraz cieplej. Nie chciałabym się przegrzać, bo potem szybko wychłodzi się w bezruchu organizm. Po 5 dokopuję się do dna budy. Wody coraz mniej, ale do końca nie wybiorę. Mam wrażenie, że przy końcu wybieram, wybieram i wody nie ubywa. W końcu daję spokój rozkładam statyw, montuję body. Robię porządki przed budą, wykładam korpusy i układam do snu młode koźle. Po 6 wskakuję do budy wyraźnie wody przybyło. Nie jest dobrze, nie jest dobrze. Znów łapię się za wiaderko i pozbywam się tego, co w czasie mojej obecności napłynęło. Pomału się rozwidnia, czas przymknąć klapę, bo w oddali słychać kruki. Zasiadam w fotelu i czekam. Czekam, czekam, czekam. Kruki robią naloty, sprawdzają, co dziś ciekawego na stołówce. Widocznie nie ciekawi ich mój grajdół, bo po kilku nalotach odlatują w siną dal. O 9 powoli tracę nadzieję na cokolwiek przed budą, w końcu kwitnę tu od 5 godzin pomału zaczynam się wychładzać nic się nie dzieje, więc i ja jestem w hibernacji. #0 minut później zerkam w okno i na kołu w oddali widzę nieznaną mi sylwetkę.
612.

Początkowo biorę go za jastrzębia, ale nie pasują mi okulary. Ptak siedzi na słupku dobre 10 minut czochra piórka. Z impetem wpada w trawy i po chwili wraca na kołek. Nie przytargał myszy a więc polowanie nieudane, ale teraz czas na toaletkę. Czochranie zajmuje mu dobre 20 minut. Po czym odlatuje na sąsiedni kwartał i tam przez następne kilka godzin oglądam jego łowieckie wyczyny. Około 10 na niebie pojawia się znajoma sylwetka – a właściwie dwie Pan i jego świta. Nie dolatuje jednak do budy a ląduje na kwartale bliżej tam gdzie błotniak rozgania raz po raz stado czajek.
613.

Wraz z bielikiem na nęcisko przylatują pierwsze sroki, które po chwili ściągają wrony siwe.
614.

Strasznie to głośne towarzystwo i zachłanne, pakują do dziobów ile wlezie. Gubią, ale futrują dalej. Dziś pogoda wyjątkowo podła, ciemno i szaro, ale za to ptaki nie zwracają uwagi na hałasy dobiegające z budy. Towarzystwo roznosi korpusy, ale raz po raz jakaś sztuka podchodzi pod szkło i uważnie przygląda się dziwnie wystającej rurze z kupy trzcin.
615.

Harmider trwa pod budą jakiś czas. Wrony biegają od jednego korpusu do drugiego. Czasami zrywają się zataczając kółko nad łąką i ładują znów dopadając się do stołówki. Przez cały ten czas wtórują im sroki. Pojawia się nawet jakaś inwalidka, całkiem nieźle sobie radząca w tym zacnym towarzystwie.
616.

Zaczynają martwić mnie dwie rzeczy – brak drapieżników i ciągle odnoszący się poziom wody w budzie. Koło godziny 10 poziom wzrasta do 20 cm. W chwilach przerwy zadzieram nogi wysoko na ścianę, żeby nie moczyć nóg w zimnej wodzie. Jednak po kilku takich próbach stwierdzam, że w wodzie ciepłej mi w nogi niż poza nią. O 12 poziom wzrasta o kolejne kilkadziesiąt cm a przed budą ląduje pierwszy tego dnia myszak. Ląduje niefortunnie blisko budy. Ledwo ogarniam jakieś klatki portretowe.
617.

Nie przepadam za tego typu kadrami, więc w duchu modlę się, żeby poszedł a kysz dalej w kierunku gdzie czekało na niego koźle. Ptak jednak nie jest zainteresowany sarniną a tylko lustruje otoczenie.
618.

W międzyczasie pojawiają się nowi goście. Kilka sztuk małych czarnych krzyczących kawek. Średnio mili to goście, bo sieją tylko panikę. Często gęsto zrywają się ni stąd ni zowąd a za nimi reszta towarzystwa.
619.

Za kawkami zjawia się następny czarny charakter – gawron. Zazwyczaj trzyma się z daleka i nie konkuruje z wronami o kawał mięsa. Wyszykuje chwili, kiedy to wrony odejdą i doskakuje by wyrwać, choć kęs.
620.

Korzystając z chwili zamieszania myszak przemieszcza się ciut dalej, ale wciąż za blisko. Cóż zostaje mi gapienie się na niego z takiej odległości jeszcze na tyle ich nie wytresowałam, żeby rozstawiać po katach.
621.

Wrony i sroki zaczynają szarpać Myszaka. Ten jednak nie zwraca na nie uwagi. Spokojnie pałaszuje korpusy. O dziwo nikt dziś nie interesuje się sarniną, a wszystko szarpie kuraki. Dwadzieścia minut później na słupku ustawionym specjalnie dla drapali pojawiają się dwie następne sztuki. Słupek znaleziony w trawie okazał się hitem. Ptaki nie siadają na korzeniach a wybierają słupek, o który toczą zawzięte boje.
622.

Zwycięzca siedzi na kołku kilka minut i wydziera się w niebogłosy, ale nie podlatuje do nęciska. Poznaje go z wcześniejszej zasiadki. Ta sztuka jest wyjątkowo nieufna i już dwa tygodnie wcześniej wyganiał z nęciska młodziana, który teraz futruje kurczaki pod budą.
623.

Przegrany w tym czasie ląduje przy koźlaku. Rozgląda się po dosyć wymęczonym dziś już placu boju i po kilku minutach odlatuje.
624.

Młody napchał juz swoje wole, ale ciągle rozgląda się po okolicy gdzie by tu uszczknąć jeszcze kawałek. Ten brudas grzebał gdzieś wcześniej na polu, bo pierwsze, co rzuca się w oczy to jego ubrudzone nogi.
625.

O 13 buda osiąga pełne zanurzenie. Nie pomaga już zadzieranie nóg do góry. Od co najmniej 1,5 godziny siedzę ciągle po kolana w wodzie. Staram się nie ruszać, bo kilka centymetrów dzieli mój tyłek od lustra wody. Z nogami w wodzie jeszcze wytrzymam z tyłkiem byłoby chyba ciut gorzej. W międzyczasie tego, co blisko zerkam trzecim okiem na to, co toczy się kwartał dalej. Błotniaki SA trzy. Polują od świtu. Nie nalatują jednak na koszone łąki a zapadają tylko w głębokie trzciny i wysokie trawy. Co jakiś czas rozganiają nie małe stado czajek, które pięknie rysują różne kształty na niebie by za chwilę wylądować gdzieś na sąsiedniej łące.
626.

Zastanawiające jest, co czajki robią tu jeszcze o tej porze I czy błotniaki polują na nie czy tylko przypadkowo płoszą je podczas swoich łowieckich wyczynów.
627.

Stado było nie małe – tu niewielka tylko jego część.
628.

Czy błotniaki podążają razem z czajkami czy zatrzymały się tu tylko na chwilę. Pora raczej tez nie ichniej sza a może będą tutaj na wybrzeżu zimowały. Czas pokaże, miło by było mieć je pod budą, choć póki, co nie interesuje ich kompletnie moja stołówka.
O 14 zaczyna doskwierać mi chłód w nogi a światło z gorszego robi się jeszcze gorsze. Czas się wygramolić z budy. Otwieram klapę. Wykładam poduchę a w tym czasie pod budą słyszę znajomy szum. Zaglądam w wizjer na scenie wylądowały szpaki.
629.

Zbierają ostatnie kęsy. Kilka cyków i składam obiektyw. Szpaki żerują do momentu aż całkowicie nie wynurzę się z budy. Zamykam budę i mimo, że zdjęciowo nic ciekawego to cieszy ilość gości i to, że jednak pomimo tygodniowego braku dostaw jadła nadal coś pod budą się dzieje. Zmęczenie po 10 godzinach siedzenia daje o sobie znać i przelatuje przez głowę myśl, że jutro zostaję w domu. Nie będę przecież zarzynać się dla tych kilku godzin oglądania igrzysk przed budą. W końcu mogę to oglądać w ciepłym domku na fp. Ciekawe, kiedy nabawię się jakiegoś cholerstwa i czy wtedy, choć trochę przystopuję. Z dziwnymi myślami szybkim krokiem opuszczam pomału pustoszejące już łąki.
"Żyjemy w niebezpiecznej epoce. Ludzie zdobyli kontrolę nad przyrodą, zanim zdobyli kontrolę nad sobą."
Albert Schweitzer (1875 - 1965)
#948
(Paweł Szydło)
Napisano 01 grudnia 2010 - 00:40
dlatego dziś tylko w telegraficznym skrócie.



i to ma być skrót? jeszcze w życiu tyle nie napisałem!
PS. jak zwykle wspaniała relacja... a raczej opowieść.

#949
(Piotr Kucharzewski)
Napisano 01 grudnia 2010 - 00:41

A swoją drogą to człowiek siedzi w tym ukryciu marznie i do ostatniej minuty ma nadzieję że coś przyleci i ta myśl nie pozwala na wcześniejszą ewakuację mimo że buda idzie na dno

#950
(Arkadiusz)
Napisano 01 grudnia 2010 - 06:51
A u mnie śniegu brak...a to zaledwie 60-70km od Ciebie...w nocy był za to mróz -12jak nie ma śniegu ? Wybrzeże dziś zasypało konkretnie
ledwo dojechałam do pracy.
Zdjęcia jak zwykle wstawiacie super. Gratulacje dla Wszystkich.
Pozdrawiam

#951
(Karolina Myroniuk)
Napisano 01 grudnia 2010 - 08:14

"Żyjemy w niebezpiecznej epoce. Ludzie zdobyli kontrolę nad przyrodą, zanim zdobyli kontrolę nad sobą."
Albert Schweitzer (1875 - 1965)
#952
(Krzysztof Krahel)
Napisano 01 grudnia 2010 - 08:49

#953
Napisano 01 grudnia 2010 - 09:31

Hmm... twarda, uparta i pełna determinacji z Ciebie "babeczka"


Ta - szczególnie w ciepłym pokoju przy kawie, grzańcuQelka, aż miło sie czyta.

... jest wolna chwila??? No to czas do lasu
Canon EOS 5D III, C 24-105 f/4.0 L IS USM, C 300 f/2.8L EF IS II USM, TC EF 2.0x III, C 100-400mm L IS USM, "pośredniaki" - Manfrotto 055XPROB
#954
Napisano 01 grudnia 2010 - 13:03

Dziś trochę przymroziło więc postanowiłem zostać w domu z młodym i ze smutkiem spoglądałem w okno echhh..... może następnym razem...
630.

#955
(Karolina)
Napisano 01 grudnia 2010 - 15:03
Pentax K200D, Kit 18-55mm + manualna szklarnia
#956
Napisano 01 grudnia 2010 - 15:26

#957
(Paweł Szydło)
Napisano 01 grudnia 2010 - 16:32
dzisiaj postanowiłem spróbować po raz drugi z budą z racji faktu, że urwałem się po dwóch godzinach, gdyż dzieci wycieczkę dziś miały. wyszedłem przed południem z domu chociaż miało się na śnieg i ciemno było, ale chciałem chociaż zobaczyć co tam słychać. na miejscu zastałem około 20 kruków szukających resztek w śniegu. już nie wróciły w takiej ilości ale pojawił się jakiś zwiadowca który przysiadł na parę sekund a kilka usiadło z tyłu na drzewach i darło się straszliwie. przyleciało też trzy myszoły. dwa jaśniejsze tylko oblatywały a ciemny przysiadł na chwilkę na kołku. o 14.20 było jeszcze ciemniej przyszła kura chociaż nic w sumie dla niej nie miałem i zaczął padać śnieg. na koniec jeden z kruków przyleciał powiedzieć dobranoc.
nic wielkiego nie pstryknąłem ale to było moje pierwsze takie bliskie spotkanie z dużymi pierzakami i może się to komuś wydać śmieszne ale mam z niego olbrzymią satysfakcję. z bliska wydawały mi się olbrzymie.
631.

632.

633.

634.

#958
(Paweł Wróblewski)
Napisano 01 grudnia 2010 - 16:35

Gratuluje miescówki, ja nie wróże sobie sukcesu w tym sezonie, te ptaki to nie są mi pisane chyba:P, trza było budowć budę na ssaki chyba...pomęczę się tej zimy, ale wątpię by coś się przed budą zmieniło...ja już w taki mróz jak dziś nic nie wylądowało...
Dratwa - nawet nie wiesz jak Ci zazd
Dało dziś w kość

rano: -sąsiad masz termometr?
- -18 stopni...
-

- w domu siedzieć a nie się włóczyć...
samochód odpalił, choć zakręcił dość opornie:P
Dotargałem wiadro ryb na scenę, a tu cholera nie chcą wyjść z wiadra


Nie było czasu, więc roztrzaskałem wiadro kilkoma kopnięciami i rybki ładnie leżały już na ziemi

o 7:10 pierwsze kruki zaczeły się odzywać i latać po polanie, o 7:15 do 7:25 nie wiem co się działo, ale był taki charmider nad budą, kruki latały i darły się, nie wiem ile ich było ale musiał być sporo, bo strasznie szumiało od skrzydeł ptaków.
Co z tego, żaden nie usiadł....i tak do 12....
a szkoda bo pogoda była świetna:
635.

o 10 nastałą zupełna cisza, nic, kompletnie nic nie odezwało się czy przeleciało koło budy, najsłabszy dzień do tej pory jeśli chodzi o drapolowe zasiadki. Ba, nawet daniele nie wyszły, a wychodziły za każdym razem...
Był taki mróz że drzewa co chwiłe głośno strzelały, 1 raz takie coś słyszałem.
o 12 postanowiłem się zwinąc.
Połaziłem po okolicy(5-6km) do okolo 14:30.
W tym czasie ktoś przemalował pewną ambonę

636.

i chyba trafiłem na trop wilka ;>
długi na jakieś 10cm, praktycznie w każdym widoczne tylko przednie pazury.
Szedłem tropem około 1km(400m polaną i resztę lasem)
praktycznie cały czas sznurowanie, widoczne odciski tylko 2 łap. 2 razy jakby się zatrzymał i obkręcił- pewnie węszył.
637.

638.

Próbowałem podejść 3 sarny w lesie ale przez ten mróz śnieg okrutnie sprzypiał, udało się podczołgać tylko na taką odległość:
639.
http://yfrog.com/42img26860j
a tutaj większa wersja: http://img249.images...81/img2686d.jpg
#959
Napisano 01 grudnia 2010 - 16:57

No ale to co zobaczyłeś jest Twoje .
https://www.facebook.com/Klejbuk
EOS R + EOS 6D2 + C 400 2.8 IS + TC 1.4III +TC 2.0III + C70-200/2.8 + C24-105/4 + C RF35/1.8 STM + C50/1.8 STM + C 85/1.8 + Manfrotto 055XPROB+Benro GH-3
#960
(Paweł Wróblewski)
Napisano 01 grudnia 2010 - 17:01
tym razem nie do rzeki, ale do rowu, po kolana w wodzie, kalosze trochę ciężkie były

spodnie 30m dalej były już jak zbroja

była jeszcze jedna oznaka zimna, jakiej nigdy wcześniej nie doznałem, ale tu trochę nie przystoi pisać

Podobne tematy
Temat | Podsumowanie | Ostatni post | |
---|---|---|---|
FOTORELACJA z super mini pleneru wyjazdowego - Pieniny 2010 |
|
![]()
|
|
01.01.2010 - Plaża w Sopocie o świcie / Ujście rzeki Reda. |
|
![]()
|
|
Zdjęcie roku 2010, forum fotoprzyroda.pl - Fauna |
|
![]() |
|
Zwycięzcy konkursu "IV Pory Roku Fotoprzyroda.pl - Zdjęcie Roku 2010" |
|
![]() |
|
Część czwarta Zima 2010 / 2011- Fauna Dogrywka |
|
![]() |
Użytkownicy przeglądający ten temat: 0
0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych