131.

Z tymi myślami borykałem się przez cały tydzień, jeszcze dwa dni przed wyjazdem tata potwierdził, że wycinka nadal trwa i wszystko jest przepłoszone. Stwierdziłem, że przetestuję nową, przenośną budę własnej konstrukcji, komfortu jaki daje i maskowania jakie ma zapewniać.
132.

Samo miejsce wybrałem dość pochopnie i szybko uznałem, bo po dwóch godzinach, że zdecydowanie lepiej zrobię jak spędzę resztę czasu na przemyślenie miejsca przyszłej zasiadki, obserwując dokładnie ptaki, słońce i ruch ludzi. Ci bowiem poczuli wiosnę bardziej niż nasi skrzydlaci przyjaciele. Zakochane pary i zapaleni wędkarze rozjeżdżają wszystko, niczym kowboje podczas gorączki złota.
133.

Po dwóch godzinach zatem opuściłem przytulną budkę, zebrałem sprzęt i ruszyłem przed siebie. Jadąc ostępami, niejednokrotnie zapomnianymi przez człowieka miałem do pokonania około 30 km, w miejsce polecane mi przez niezawodnego tatę. On, jako wprawny obserwator - amator, zna miejsca, gdzie bogactwo życia przechodzi wszelkie oczekiwania. Kierowałem się narysowaną, na podstawie rozmowy telefonicznej mapą. Okazała się dość dokładna, zmyliła mnie jedynie na samym końcu.
134.

Mój bohaterski samochodzik niestety przegrał walkę z torfowym podłożem, zakopał się tak bardzo, że aż usiadł na spodzie. Po godzinnej walce, kopiąc nożem i przygotowując gałęzie pod koła, stwierdziłem że jednak pójdę dalej piechotą. Wezwałem pomoc telefonicznie, a sam udałem się na poszukiwania opisanego miejsca.
135.

To było niezwykłe kiedy moim oczom ukazał się ten iście poetycki obraz. Brzeziny i gzie nie gdzie wierzby przepasane rozległymi połaciami podmokłego terenu, który miejscami przekształcał się w dzikie, pełne żabiej miłości rozlewiska. W tym wszystkim wkomponowane były białe sylwetki trzech czapli i wystające szyje gęsi. Nad ich głowami rozgrywały się akrobatyczne popisy czajek, które jakby naśmiewały się z ociężałych rodaków.
136.

Odległy śpiew żurawi dodawał temu wszystkiemu muzyki mogącej pochodzić tylko od Boga. Wszystko to mimo bardzo już późnej pory dało obraz, do którego przywykłem jedynie o świcie. Tutaj nie widać było ręki człowieka. O jego istnieniu przypominały jedynie ambony myśliwskie, które ze strachem piętrzyły się nad tym fantastycznym miejscem. Po dwugodzinnej obserwacji i powolnym podchodzie ptactwa, zdecydowałem gdzie postawię kryjówkę. Przygotowałem ją dość skrupulatnie, aby dała mi wystarczająco dużo wygody i miejsca na dłuższe posiedzenie.
137.

Wybiorę się tam za dwa tygodnie i zasiądę jak będzie jeszcze ciemno, prawdopodobnie będę chciał zostać do zachodu. Zobaczymy, czy sił starczy. Moją nową konstrukcje oprałem o poranne doświadczenia. Umieściłem ją w wysokiej trawie, tak aby zlewała się z otoczeniem. Podłoże dokładnie wybrałem, aby nie było przesiąków. Całość wysoka na około 120 cm, szerokość około 150cm i długość 200 cm. To mi da wystarczająco dużo miejsca na załatwianie wszystkiego co się załatwia przez 14 godzin. Teraz pozostało tylko czekać na ten cudowny dzień!!