nad Wisłą ostatnio mam takie fajne klimaty ,
nie jestem ułomkiem , chodze w kapeluszu mysliwskim , czasem z siekierką , albo aparatem , lub wędką , jak wychodze z krzaków to mi karty wedkarskie chca niemalże pokazywać , jak nie mają to sie przymilają , ryby chowają , jest spoko ,
zdarzyło mi sie jednak , pare razy trafić na figlarzy , co to im sie coś nie podobało ( byli po winie )albo spodobało za bardzo -coś z mojego ekwipunku , wybrnałem proponujac np. sponsoring tzw " mózgotrzepa szt 2 ( jak dwóch 2x4 zł = 8 zł ) i spoko , krzyczeli na kolegów , ze jestem w pożo i i oddalalem sie , dlatego uważam , ze zawsze przy sobie trza pare złociszy mieć .
ja , po ojcu z czerniakowa jestem , a ojciec zawsze mawiał - jak nie masz grosza to i nosa

zawsze staram sie mieć przy sobie choćby bilon .
i jeszcze jedno , czesto stanowcza reakcja ( naprzykład krzyk , przeklinanie , odgrazanie )poraża napastnika na tyle , ze można sie szybko oddalić , to działa ! nawet bardzo dobrze ( chyba konsternacja intruza jest wielka )
oczywiście nikomu nie życzę z moich rad korzystać .
p.s. na psy najlepszy jest patent z kamieniem , ja sie schylam i jak cos leży to rzucam w pieska (znaczy sie strasze )jak nie ma to bez paniki markuję to samo, też działa .
nigdy nie uciekam , bo to prowokuje do ataku , czesto mi sie zdarzyło ( prawie z pełnymi portkami hehe )
udac na tyle skutecznie obojetność i wyższość , ze przechodziłem - jedyną ścieżką , koło garniturka ładnych białych zabków psich napewno nie w usmiechu .
oczywiście dzielenie sie posiłkiem jest najskuteczniejsze, ma wadę - w postaci nowego towarzysza wyprawy , który raczej nie pomaga w tropieniu .
pozdrawiam
