Jak to jest - można polować wszędzie?
Nie, głownym warunkiem jest dzierżawienie terenu przez koło łowieckie. W praktyce jest tak, że tereny znajdujące się w realnych granicach miasta równiez moga być wydzierżawiane kołu przez władze miasta. Moje koło dizerżawi taki obwód i jest on obwodem najzasobniejszym w zwierzynę drobną (z wielu powodów, między innymi dlatego, że najintensywniej w nim prowadzi się hodowlę i introdukcję - bliskość dojazdu).
Jeśli koło dzierżawi taki obwód, to zrozumiałe jest, że sie w nim poluje. Odległości:
- conajmniej 100 metrów od zabudowań mieszkalnych (strzał, celowo to podkreślam, bo w naszym obwodzie mieszka człowiek, który co roku wzywa Policję, że naganka przeszłą w odlegóści 50 metrów od jego domu - po cudzym polu...)
-200 metrów od pracujących maszyn i ludzi.
Pies jeden na trzech myśliwych w przypadku polowania na ptactwo. Przepis martwy z czym mi osobiscie trudno sie pogodzić. Dlaczego martwy? Dlatego, że przepis nie precyzuje jaki to ma byc pies i gdzie ma przebywać. W praktyce ci, którzy psów nie posiadają tłumaczą sie, że "Zdzisiek" ma psa i jak do niego zadzwoni to przyjedzie - pies zabezpieczony. "Używanie" psa myśłiwskiego równiez nigdzie nie jest sprecyzowane i to własnie daje furtke do nadużyć. Bo co ma pies robić na kaczych polowaniach? Wydaje się to logiczne - wyszukiwać, płoszyć i aportować strzeloną zwirzynę, ale... równie dobrze może siedziec w samochodzie i nie robić nic, czekając aż np. włąsciciel nie bedzie mógł sam odnaleźc zwierzyny. Dlatego tak jest jak jest... Nai południowi sąsiedzi - Czesi- mają taki sam przepis, ale w przeciwieństwie do nas go respektują. Pies nie tylko MUSI być, ale ma być UŁOŻONY pod konkretny rodzaj polowania (koniecznośc potwierdzenia kwalifikacji psa dyplomem z konkursu psów myśliwskich, co jest także równoznaczne z posiadaniem psa rasowego, gdyż tylko takie są do konkursów dopuszczane). Jako, że zajmuje się układaniem psów myśliwskich mam na ta kwestię szczególnie negatywne spojrzenie. Polscy myśłiwi generalnie się na roli psa w łowiectwie nie znają i go lekceważą.
Nie wystarczy bowiem jakikilwiek pies. Burek wzięty z łacuch czy nawet pies rasy myśliwskiej nie jest w stanie bez prawidłowego szkolenia spełniac swojej roli - nie przyniesie np. kaczki z głębokiej wody po dalekim strzale, lub tym bardziej zbarczonej.
Pocieszający jest tylko fakt, ze generalnie młodzi myśliwi starają się wchodzic w łowiectwo z ułozonym psem, starszych ciężko przekonac jesli nie mają takiego zwyczaju zaszczepionego.
Odnośnie ilości strzałów.... jest takie powiedzenie "jedna kaczka, jedna paczka (amunicji", które odzwierciedla trudność strzału do lcącej kaczki. Naprawdę na kaczych polowaniach kaczki lecą, myśliw strzelają i tylko niekiedy coś spada.
Nie mam zamiaru to czegokolwiek lub kogokolwiek bronić. Moje zdanie jasne - nagannym jest, ze polowali bez ułożonych psów (jesli jednak mieliby polowac z użyciem psów z przypdaku, to lepiej bez...), odnośnie odległości od zabudowań sie nie wypowiadam - nie widzaiłem. Ilośc strzałów świadczy generalnie o trudności polowania.
W temacie "Myśliwstwo za i przeciw" głosu nie zabiorę z uwagi na tendencyjnośc wypowiedzi jednego z moderatorów, który już zdążył osadzić, ze polowanie było nielegalne.
P.S. Strzela sie do kaczek lecących, dozwolony jest strzał do siedzącej łyski, gęsi i jarząbka.
Fuji s5600 (50d + Sigma 100-300 f/4 w fazie testów...).