Kiedyś w regionach Ińskiego Parku Krajobrazowego (swoją drogą nie wiem czemu nie Narodowego - polecam foto przyrodnikom) miałem bliskie spotkanie z koziołkiem sarny. Wybrałem sie na wycieczkę rowerem i zwiedzałem okoliczne jeziora. Do jednego brzegu musiałem zejść stromizną wiec zostawiłem rower i poszedłem. Wracając zauważyłem że niedaleko roweru stoi sobie koziołek i spokojnie skubie co mu się tam chce. Pomyślałem że jak wyłonię sie w całości z dołka zaraz czmychnie, ale myliłem sie. Wiem że sarny słabo widzą elementy statyczne, no ale jak w końcu ruszyłem w kierunku roweru byłem zaskoczony, bo nawet nie zareagowała. Postawiłem rower i byłem od kozła z 15m a on nic. Jaja sobie ze mnie robił. Jak taki jajcarz, to se myślę podejdę bliżej, przecież musi zwiać, to chyba normalne, no nie. Wyszło jednak na to że nie zawsze. Jak byłem z 5m od niego ruszył z kopyta w moim kierunku. Ledwo zdążyłem zasłonić się rowerem i huknął rogami w ramę. Miałem wtedy chyba oczy większe od głowy z wrażenia

I tak huknął i stoi. Nie reagował na nic. Z jednej strony ja, z drugiej napastliwy kozioł, a pomiędzy nami ukraina dziadkowa (mocny sprzęt..hehe). Co robić? Ani uciekać, ani wskoczyć na rower - zaraz pewnie poczułbym jego ostre różki na ....khy khy. Niedaleko ze 150m była droga bita asfaltówa. Nie było na niej dużego ruchu, ale co jakiś czas coś tam przejeżdżało. Liczyłem że jak przejedzie jakiś wóz to kozioł da dyla. I wyobrażacie sobie, ciągnąłem rower w poprzek i gdy się tylko oddaliłem na ok 5m od cwaniaka to ten miał rozbieg i dawaj po ramie, po kołach. Nie wiem ile razy oberwał rower. Na szczęście stało sie tak jak myślałem (chociaż to), gdy byłem blisko drogi, przejechał jakiś tyrkoczący maluch i kozioł odbiegł kawałek. Wykorzystałem okazje, wskoczyłem na rower i heja w długą ino kurz szedł. Obejrzałem sie za koziołkiem i wiecie co? Ten koziołek fikołek biegł za nasypem drogi chcąc mnie chyba jeszcze dogonić, ale chyba mu sie odechciało, bo rozwinąłem prędkość nadświetlną i tyle mnie widział.
Do dzisiaj nie rozumiem zachowania tego kozła. Albo miał wściekliznę i dlatego mnie się nie bał, ale dokładnie to nie wiem jak powinien zachowywać sie wściekły kozioł, albo może swoje dzieciństwo spędził gdzieś w zagrodzie u ludzi i chciał sie pobawić. Nie mam pojęcia. No a co wy o tym myślicie?
P.S.Hasło przewodnie - rower przyjacielem człowieka. A swoją drogą kocham sarny, mimo że czasami trafia się taki łobuz.