Może w takim razie słowo komentarza jak te zdjęcia powstały

Otóż postanowiłem poświęcić kilka dni na znalezienie kozic i świstaków. Zacząłem od kozic, studiując informacje jakie publikuje TPN i jego słowacki odpowiednik, dowiedziałem się, gdzie można o tej porze roku je spotkać.
Wybór padł na zbocza Zawratu po obu stronach oraz na część słowacką w okolicy Kieżmarskich Żelbów i szlaku w kierunku Łomnicy z Zielonego Pleso.
Oba strzały okazały się udane. Generalnie kozice trzymały się daleko od szlaków, co widać na pierwszych zdjęciach jakie wrzuciłem do BL. Po jakiejś godzinie czekania i robienia zdjęć z większej odległości uznałem, z żoną, która mi towarzyszyła i bez której pomocy nie powstałyby te zdjęcia (ale o tym później

, że nie ma sensu czekać i będziemy kontynuować wycieczkę.
Po jakiejś godzinie wspinaczki wcześniej obserwowane stado pojawiło się praktycznie na szlaku, ja oczywiście natychmiast na ziemie i ostrożnie się czołgam (byłem tak przejęty, że plecak ze sprzętem foto po zmianie obiektywu na tele zostawiłem na szlaku i powoli przesuwałem się do przodu) i tu nieocenioną pomoc otrzymałem od żony, która pozbierała wszystkie graty do plecaka foto i zabrała go ze sobą

Tak więc czynnie przyczyniła się do tych ujęć.
W każdym razie zbliżając się do kierdla robiłem oczywiście zdjęcia. W pewnym momencie byłem jakieś 4 metry od niektórych kozic! Cieszyłem się jak dziecko

Niestety z przeciwnej strony zaczęli pojawiać się turyści, którzy nie skradali się tak jak ja - jedynie zaczęli szeptać i przeszli robiąc sobie kilka fotek obok stada. Wtedy postanowiłem, że nie będę się wygłupiał i usiądę spokojnie i po cichu na kamieniu przy szlaku. I tak dokończyliśmy sesję. W drogę powrotną wybrał się z nami ten "jednorożec", skoro szedł sam mógł to być samiec (tego nie wiem) reszta stada z młodymi pod wodzą samicy o najdłuższych rogach udała się żlebem wysoko w góry.
Podsumowując, mogę powiedzieć, że główną trudnością jest znalezienie stada, najlepiej w takich okolicznościach, że jesteście sami na szlaku (co w polskich Tatrach graniczy z cudem). Następnie powolne zbliżanie się - kozice cały czas były gotowe do ucieczki - nawet raz podchodząc przesunąłem kamień co natychmiast odebrały jako zagrożenie i przeniosły się jakieś 20 metrów wyżej i dalej. Natomiast po dojściu do nich na bardzo bliską odległość przestały się mną interesować, jak gdyby zagrożenie odbierały w dalszej odległości i po przekroczeniu jakiejś magicznej granicy zaczynają ignorować człowieka. Bardzo pomaga tu myślę to, że są bardzo ciekawskie i potrafią długo pozować przyglądając się uważnie temu co się dzieje.